Alicja w Krainie Czarów – bajka do czytania cz.2
20 stycznia 2026 31 min czytania

Alicja w Krainie Czarów – bajka do czytania cz.2

Część 2.  Mieszkańcy Krainy Czarów

Szalony wyścig 

Gdy już dopłynęli do brzegu, Alicja mogła się im dobrze przyjrzeć. Myszy, borsuki, szczury, ptak dodo, papugi i najróżniejsze ptactwo siedziało skulone i mokre na brzegu. Nagle Mysz, ta sama, która nie była zbyt miła dla Alicji, odezwała się:

– Proponuję, że jako osoba najmądrzejsza i najważniejsza… – Słuchać mnie, nie gadać! – dodała, widząc, jak niektóre zwierzęta mruczą coś z niezadowoleniem. – Słuchać i nie gadać! Proponuję…

– Co proponujesz? – zapytała Papuga, która zgubiła się w tym potoku słów.

– Nie gadać! – wrzasnęła Mysz. – Jako osoba z doświadczeniem sprawię, że zaraz wszyscy wyschniecie. 

– Nie jest dobrze tak siedzieć, jak się jest przemoczonym do suchej nitki – dodała Alicja.

– Nie gadać! – krzyknęła znowu Mysz w kierunku Alicji.

Po czym zaczęła opowiadać najnudniejszą i najtrudniejszą opowieść, jaką można tylko sobie wyobrazić. 

– Jestem tak samo mokra, jak przed godziną – wyznała Alicja, odważnie zabierając głos. 

– A ja nie rozumiem, co ona w ogóle mówi – wyznało Orlątko. 

– A ja twierdzę, że najlepszą rzeczą, by wyschnąć, jest wyścig. Na przykład wyścig, wyścig… – stwierdził Ptak Dodo. 

– Kogo wyścig? – zapytała Alicja.

– No… wyścig ku-mo-trów.

– Kogo? Kogo? – zaczęły dopytywać się zwierzęta. 

– Kumotrów. Towarzyszy. Przyjaciół. Znajomych. Taka grupa, która ma wspólny cel… – wyjaśniał Dodo. 

– No tak, my chcemy wyschnąć, więc mamy wspólny cel – stwierdził mały Szczurek, który do tej pory się nie odzywał. Nie wiadomo czemu, może było za głośno albo było za dużo ludzi i się trochę wstydził. 

Lecz zanim Dodo dał sygnał do startu, wszystkie zwierzęta zaczęły biec, każde w innym kierunku. Alicja biegała jak szalona, bawiła się wspaniale i nie wiedziała nawet kiedy, ale zupełnie wyschła. Gdy wszyscy się zmęczyli, usiedli na ziemi, żeby odpocząć. 

– Kto wygrał? – zapytał zupełnie ośmielony i uradowany zabawą Szczurek.

– Wszyscy wygrali i wszystkim należy się nagroda! – oznajmił Dodo. 

Ale nikt nie widział, kto ma wręczać nagrody, komu i co to mają być za trofea. Alicja włożyła rękę do kieszeni – może coś znajdzie? Ale w kieszeni były tylko chusteczki do nosa i mały naparstek. Pokazała więc główną nagrodę wszystkim.  – Oto nagroda! – rzekła. – To najcudowniejszy na świecie naparstek. 

– Co to jest naparstek? – zapytała Papuga. 

– Jak można tego nie wiedzieć – prychnęła mysz.  – To … to taki… – ale nie umiała wyjaśnić. 

– Taki kapturek na palec, żeby – kiedy się szyje igłą – nie ukłuć się w palec – wyjaśniła Alicja. – Ostatnio szyłam z siostrą…

Ale nie dokończyła. Mysz podeszła do niej z powagą, zabrała jej z ręki malutki naparstek i w dość absurdalny sposób wręczyła go Alicji ponownie. Dumna dziewczynka przypomniała sobie chwilę, kiedy szyła ubranka dla lalki z siostrą. Wtedy jej kotka weszła do koszyczka, w którym trzymały nici i …

– Chciałabym, żeby moja kotka tu była – powiedziała bardziej do siebie, niż do zwierząt, Alicja.

Nastała cisza. Ptaki, szczurki i myszki popatrzyły na Alicję z przerażeniem i zaczęły pospiesznie rozchodzić się na wszystkie strony. – Po co to powiedziałam? – robiła sobie wyrzuty Alicja. – Straciłam wszystkich przyjaciół! 

Wizyta w domu Białego Królika

Jak zawsze, gdy Alicji wydawało się, że już nic nie może zrobić i sytuacja jest beznadziejna, pojawił się Biały Królik. Alicja postanowiła, że tym razem nie straci go z oczu i czym prędzej pobiegła za nim. Najwidoczniej szukał rękawiczek i wachlarza. Wpadł do swojej norki – Alicja domyśliła się, że to jego dom – i nerwowo szukał zguby. Gdy to robił, Alicja rozejrzała się po domu. Był piękny, czysty, a pod oknem stał mały stoliczek, na którym stały różne drobiazgi. Wśród nich – a jakże – stała maleńka buteleczka. – Gdzie ja widziałam taki flakonik? – zapytała siebie. Na etykiecie napisane było… – no zgadnij! Oczywiście: WYPIJ MNIE. Tym razem bez namysłu Alicja przytknęła butelkę do warg.

I oczywiście, znowu zaczęła rosnąć! – Po co to zrobiłam? – zaczęła biadolić. – Znowu to samo! Królik nagle przerwał poszukiwania i jakby dopiero teraz zauważył Alicję. Trudno było nie zauważyć jej obecności. Wypełniała cały pokój: głowa sięgała do sufitu, nogi podkurczone opierały się o kominek, a łokieć – no cóż – łokieć tarasował drzwi! Królik, spóźniony, ugrzązł na dobre! 

 – Przepraszam – wyjąkała Alicja. To nie moja wina, że tak w kółko rosnę i maleję!

Ale Królik nie słuchał już nic. Zaczął rzucać w wielkiego intruza małymi kamykami, które zamieniały się w … ciasteczka. A jak myślisz, co było napisane na tych ciasteczkach? No, oczywiście: ZJEDZ MNIE! I Alicja zajadała spadające na nią ciastka. Gdy tylko odzyskała swoją małą postać – uciekła czym prędzej z domu Królika. 

Spotkanie z Gąsienicą

Alicja szła lasem i postanowiła, że nie będzie się ani martwić na zapas, ani snuć szczegółowych planów. – Zobaczymy, co przyniesie czas. Najbardziej chciałabym zobaczyć ogród, ale jeśli spotka mnie coś innego, to podejrzewam, że będzie to równie zaczarowane, jak gdybym była w ogrodzie… Nie była głodna, bo najadła się ciastek za wszystkie czasy, a i parę razy przecież piła z flaszeczki zaczarowany napój. Była może odrobinę zmęczona, ale co tam…

Rozważania przerwało jej dziwne uczucie. Wydawało się jej, że ktoś się w nią uporczywie wpatruje. Podniosła głowę i zobaczyła wielką, tłustą Gąsienicę siedzącą na monstrualnym muchomorze i palącą fajkę wodną. Miała ironiczne spojrzenie, pykała z fajeczki i wydawało się, że co i rusz, mruży oczy. 

– Dzień dobry – przywitała się Alicja.

– Hm… Kim jesteś? – zapytała nagle Gąsienica, jakby nie usłyszała słów Alicji. 

– Jestem … Ja już zupełnie nie wiem, kim jestem – przyznała się dziewczynka. – Od dzisiejszego ranka, zmieniłam się chyba parę razy. Więc pogubiłam się, jeśli Pani to może zrozumieć. 

– Mogę. To nie jest jakieś specjalnie trudne. Ale wyjaśnij mi, drogie dziecko, co sądzisz o sobie… – zażądała Gąsienica. Przypominała teraz surowego nauczyciela. 

– Nie potrafię tego wyjaśnić. Zmieniam się, bez mojej zgody na to: raz jestem mała, potem duża, potem znowu mała i jeszcze raz…

– Do sedna. Kim jesteś, Alicjo? – zapytała Gąsienica, jakby nagle czymś rozdrażniona. 

– Skąd ona zna moje imię? – pomyślała Alicja. 

Ale nie zadała już jej żadnego pytania. Gąsienica zlazła z grzyba, spojrzała Alicji w oczy i powiedziała: – Jak zjesz kawałek grzyba z lewej strony – zmalejesz, a jak z prawej – urośniesz. – Może w końcu się na coś zdecydujesz, niezdecydowana dziewczyno! 

I Gąsienica posuwistym krokiem odeszła, a zdumiona Alicja nawet nie zdążyła podziękować za radę. – Z której strony jest kawałek, żeby urosnąć? Z lewej czy prawej? – zastanawiała się Alicja. Ale Gąsienicy już nie było. W powietrzu unosił się tylko słodkawy zapach jej fajki. 

Spotkanie z Gołębiem

Alicja ugryzła więc lewą część grzyba i okazało się, że zaczyna rosnąć. – Który to już raz dzisiaj? – westchnęła zrezygnowana. Czuła, jak szyja rozciąga się jej do rozmiarów szyi żyrafy. A jako że rosła w lesie, nagle zobaczyła… ptasie gniazdo. 

– Zmykaj stąd, bo cię zabiję ty wstrętny, zdradziecki wężu! – krzyczał przestraszony Gołąb, który pilnował swoich piskląt. 

– Nie jestem wężem – powiedziała spokojnie Alicja.

– Oj ty kłamliwy jajkożerco! – krzyczał dalej Gołąb. – Jak nie jesteś wężem, to kim?

– No… jestem… – Alicja zastanowiła się – jestem małą dziewczynką. 

– Akurat, ty kłamczuchu! Twoja głowa sięga do gniazda na drzewie! I nie mów, że nigdy nie jadłaś jajek!

– Jadłam jajka – przyznała Alicja.

– To jesteś wężem – stwierdził Gołąb. 

To była bardzo zaskakująca myśl. Alicja rozważała ją z namysłem. Bo skoro może zaglądać do ptasich gniazd i je jajka, to kto wie? Może nie jest już Alicją, tylko wężem? – Co za niedorzeczność – potrząsnęła głową. Ugryzła więc kawałek grzyba z prawej strony i od razu zaczęła się kurczyć. – Wreszcie! – szepnęła do siebie. 

Prosiak i kot 


Alicja znalazła się na skraju lasu. Z oddali widać było dom, a przed jego drzwiami stała, tak, stała!, ubrana wytwornie, sporej wielkości ryba. Jeśli zapytasz mnie, jak ryba mogła stać, skoro nie ma nóg, to przyznam, że jest to niezwykłe. Ale Alicja nie miała wątpliwości. Gdy drzwi domu się otworzyły i stanęła w nich Ropucha, Ryba wręczyła jej list, skłoniła się z gracją i bez słowa odeszła. 

– Oj, zaproszenie od Królowej na partyjkę gry w krokieta! – westchnęła Ropucha. 

Pewnie zapytasz, co to jest za gra. Polega ona na tym, że gracze mają w rękach młoteczki i uderzają tymi młoteczkami w piłeczki, przetaczając je zręcznie przez druciane bramki. Po prostu prowadzą piłeczki tak, by toczyły się lekko po trawie dokładnie tam, gdzie chcą gracze. 

Alicja zbliżyła się do drzwi i zapukała. Zapragnęła dostać się do środka i poznać mieszkańców domu. Przejęła się smutkiem Ropuchy, ale była też, nie ukrywajmy, zaciekawiona samym zaproszeniem, dworem i grą. Gdy tak myślała, nagle nad głową przeleciał jej talerz, a z domu dało się słyszeć kichanie, prychanie, wrzaski i płacz. Alicja wcisnęła się bez zaproszenia do środka. Na środku pokoju siedziała Księżna, która próbowała uspokoić płaczące dziecko. Księżna i dziecko kichały bez przerwy i Alicja domyśliła się od razu, a raczej jej nos się domyślił, że to z powodu pieprzu, którego zapach unosił się w powietrzu. Dwie osoby nie kichały: Kucharka, która szalała po kuchni oraz … uśmiechnięty kocur, który leżał na kuchennym piecu. 

– Moja kotka nigdy się tak nie śmieje – pomyślała Alicja. – Dziwny ten kot.

– To Kot z Cheshire – odezwała się Kucharka, jak gdyby znała myśli Alicji. 

Kot roześmiał się jeszcze bardziej. Patrzył spod przymrużonych powiek na Alicję. Było w tym trochę prowokacji, a jednocześnie coś miłego. Tymczasem Kucharka nie przestawała dodawać pieprzu do zupy i cała kuchnia tonęła w jego zapachu. Gdy Księżna i dziecko rozkichali się jeszcze bardziej, zirytowana Kucharka rzuciła kolejnym talerzem. Maluch rozwrzeszczał się jeszcze bardziej. Księżna zaczęła mu nucić kołysankę, ale kichała coraz bardziej, więc przerywała co chwila. Dziecko płakało, patelnie i kubki fruwały w powietrzu, kot się uśmiechał, a Alicja czuła, że zaraz zwariuje od tego wszystkiego. Jednak to Księżna nie wytrzymała jako pierwsza: wręczyła zdumionej Alicji swojego bobasa i uciekła z kuchni. 

Kot mruczał dalej z zadowoleniem, zupełnie jakby wrzaski, pieprz i cała awantura nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. 

Alicja przytuliła malucha, a ten… zachrząkał jej w prosto w ucho. – Ależ to … prosiak! – krzyknęła. – Nie wolno chrząkać, to bardzo nieeleganckie! – powiedziała do niego. Ale prosiak nie zdążył już jej usłyszeć, tylko biegł radośnie w kierunku lasu. 

– Przynajmniej nie jest uwięziony w tej szalonej kuchni! – powiedziała głośno do samej siebie.

– Czemu szalonej? – usłyszała czyjś głos. 

Spojrzała w kierunku, z którego dochodził. Na gałęzi siedział kot, ale to może nie do końca trafne określenie. Na gałęzi siedział… sam jego uśmiech. 

– Kocie, powiedz mi, w którą stronę mam pójść. Wydaje mi się, że się zupełnie dzisiaj pogubiłam – poprosiła Alicja.

– A gdzie chcesz iść? – zapytał rzeczowo Kot.

– A… nie wiem, w sumie – wyznała dziewczynka.

– No to wybór strony jest kompletnie bez znaczenia – powiedział i zaczął się rozpływać w powietrzu. Zanim zniknął zupełnie, zdążył powiedzieć jeszcze: w prawo – wskazał wąsem – jest dom Kapelusznika, a na lewo – mieszka Marcowy Zając. – Idź do obu – powiedział niedorzecznie, jak się wydawało Alicji. – Oboje są równie szaleni. 

– Ale ja nie chcę przebywać z ludźmi, którzy są szaleni. Jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona! – wyznała Alicja z rezygnacją. 

– Na to nic nie poradzisz – odpowiedział poważnie Kot. – Wszyscy tu jesteśmy, wiesz, trochę zbzikowani. Szaleni. Pomyleni. 

– Ja nie jestem – zaprzeczyła gwałtownie Alicja.

– Na pewno jesteś – powiedział Kot – skoro trafiłaś do Krainy Czarów, musisz być zbzikowana. 

– A ty? Też jesteś zbzikowany? – Alicja zaczęła przedrzeźniać Kota – Zbzi – ko – wa – ny… albo… pokićkany.

– Oczywiście, że jestem. Każda kicia jest pokićkana – potwierdził z powagą Kot. – Ja – ciągnął dalej Kot – warczę, jak jestem zadowolony, a macham ogonem, jak jestem zdenerwowany. 

– Tak, tak robią koty – potwierdziła Alicja przypominając sobie swoją kotkę. 

– Za to psy robią zupełnie na odwrót – ciągnął dalej Kot – warczą, gdy są zagniewane, a machają ogonem, gdy im przyjemnie. No i kto tu jest pokićkany? Jak sądzisz?

Alicja przyznała mu rację, po części dlatego, że od jego wywodów stała się już śpiąca, a po drugie, że wszystko się jej zaczęło mieszać w głowie. – Chyba jestem rzeczywiście szalona – pomyślała. 

Nie zdążyła jednak przyznać Kotu racji, bo już zniknął i on, i jego niezwykły uśmiech. 

Poczekała jeszcze chwilkę, bo a nuż, może się jeszcze pojawi? Ale po Kocie nie było już nawet śladu w powietrzu. 

Gdzie wiodą te dróżki? – usiłowała sobie przypomnieć, co powiedział Kot.  – W lewo – do domu Kapelusznika, a w prawo – do Marcowego Zająca. Albo odwrotnie.

– Gdziekolwiek pójdę, to gdzieś dotrę – postanowiła bardzo rozsądnie, jak się jej wydawało. 

Szalony podwieczorek

Nie szła długo, bo zanim minęła chwilka, z oddali zobaczyła dom, a przed nim zastawiony filiżankami i dzbankami stół. Przy stole siedział Kapelusznik, w wielkim kapeluszu na głowie, a obok Marcowy Zając. Między nimi drzemał, widocznie znużony ich rozmową, Suseł. Mimo, że stół był bardzo długi, jak stół weselny, zwierzęta siedziały blisko siebie, ściśnięte w jednym końcu. Gdy Alicja podeszła, zaczęły się przekrzykiwać:

– Nie ma miejsca, wszystkie miejsca zajęte!

– Rzeczywiście, wszyscy tu są szaleni – pomyślała Alicja. Ale przysiadła się nie zważając na wrzaski. – Tu jest mnóstwo miejsca – powiedziała głośno i krzyki ustały. 

– Proszę, może napijesz się wina? – zaproponował Marcowy Zając.

Na stole jednak nie było niczego prócz filiżanek i dzbanków z herbatą. 

– Tu nie ma żadnego wina, a poza tym – jestem małą dziewczynką – powiedziała Alicja. 

– Oczywiście, że tu nie ma wina – przytaknął Zając.

– To dlaczego mi je zaproponowałeś? To niegrzeczne! – skarciła go dziewczynka.

– Niegrzeczne to wpraszanie się na podwieczorek, jak się nie jest zaproszonym – odparował Zając. 

– Jesteś bardzo poczochrana – odezwał się nagle Kapelusznik. – Trzeba by ci było przyciąć włosy. 

– Oj, nie jesteś dobrze wychowany mówiąc takie rzeczy przy stole – Alicja rozgniewała się. 

– Niby tak, ale sama zauważ, czym się różni wrona od biureczka? – zadał to pytanie zupełnie na serio.

Alicja poczuła nagle, że ta rozmowa zmierza we właściwym kierunku i zaraz zacznie się wyśmienita zabawa. Zaczęła się zastanawiać nad odpowiedzią. 

– No i? Znalazłaś odpowiedź? – zapytał Kapelusznik.

– Daj mi jeszcze trochę czasu – powiedziała Alicja myśląc gorączkowo nad wszystkimi wronami i biureczkami, które widziała w życiu. 

– Nie, moja droga, Czas to nie jest nic, co mógłbym ci dać – obruszył się Kapelusznik.

– Oczywiście, oczywiście, to właśnie miałem na myśli – wymamrotał Suseł. Wydawało się, że mówi przez sen. 

– Nie można odwracać kolejności, pamiętaj! – rzekł Zając do Alicji. – Zobaczę, co zjem – to nie to samo, co: Zjem to, co zobaczę. 

– Tak, nie można odwracać kolejności – przytaknął Kapelusznik. Lubię, to co dostaję, nie oznacza Dostaję to, co lubię… 

– Oczywiście, oczywiście, to właśnie chciałem powiedzieć – Suseł kiwał głową, jakby spał jadąc pociągiem. 

– No to co ma wspólnego wrona i biureczko? – zapytała zirytowana Alicja.

– A skąd ja mam wiedzieć? – powiedział Kapelusznik. – Wiem natomiast, że mogę dać ci więcej czasu. Jestem pewny, że nigdy z nim nie rozmawiałaś!

– Z kim – zapytała zdezorientowana Alicja. 

– Jak to z kim? Już zapomniałaś o czym rozmawiamy? Z Czasem, oczywiście! Nigdy nie rozmawiałaś z Czasem. Można go jednak na chwilkę… zatrzymać. Albo – to okropne – sama przyznasz – na dłużej. 

Alicja zrobiła zaciekawioną minę. Towarzystwo ciekawiło ją coraz bardziej. Kapelusznik ciągnął smutno. 

– Odkąd on oszalał, no wiesz, zupełnie zbzikował – pokazał głową na Marcowego Zająca. A było to tak: gdy podczas koncertu u Królowej Kier zacząłem śpiewać swoją piosenkę, Królowa nagle krzyknęła: – On marnotrawi czas. Ściąć go!

I wtedy jakby… czas stanął. Wciąż jest czas popołudniowej herbatki. – To nie do zniesienia!

Co jakiś czas przesuwamy się w prawo i zmieniamy temat rozmowy. 

– Czy młoda dama może opowiedzieć nam bajkę? – zapytał Marcowy Zając.

– Nie znam żadnej – przyznała Alicja ze smutkiem, bo zdążyła polubić szalone towarzystwo i bardzo im współczuła utknięcia w czasie. Z opresji wyciągnął ją Suseł, który przebudził się nagle i stwierdził, że to on opowie im bajkę. 

– Dawno, dawno temu były sobie trzy siostrzyczki, które mieszkały na dnie studni…- zaczął.

– A co jadły? – zainteresowała się Alicja, którą zawsze ciekawiły tematy związane z jedzeniem. 

– Melasę – odparł po chwili zastanowienia Suseł – taki syrop z cukru. Jadły melasę cały czas…

– A skąd ją brały? – dopytywała się Alicja.

– Ze studni, ty głuptasie – odpowiedział zirytowany pytaniami Suseł. 

– No, to nie jest miłe z twojej strony nazywać mnie głuptasem – zaczęła bronić się Alicja.

– Za to ty też nie jesteś zbyt miła – wtrącił się do rozmowy Kapelusznik. 

Alicja poczuła, że irytuje ją i ta bezsensowna rozmowa i ciągłe przesiadanie się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu czystych filiżanek, a przede wszystkim niegrzeczne uwagi biesiadników. Wstała nagle i odeszła. – Co za bezsensowny podwieczorek! – powiedziała ni to do siebie, ni do towarzystwa. Ale ani Zając ani Kapelusznik nie zwracali już na nią uwagi. Rzuciła kątem oka na Susła. Spał smacznie. 

Przeszła zaledwie kilka kroków, gdy zobaczyła w pniu drzewa malutkie drzwi. Alicja była jeszcze trochę zdenerwowana zachowaniem Susła, Kapelusznika i Marcowego Zająca, więc bez namysłu weszła do środka. Znalazła się na powrót w korytarzu z mnóstwem drzwi. Tym razem postanowiła, że będzie ostrożna. Wzięła leżący na stoliku złoty kluczyk, sprawdziła, czy pasuje do drzwi, a potem nadgryzła kawałek grzyba, który poleciła jej Gąsienica. 

Gdy już zmalała na tyle, by otworzyć drzwi, zrobiła to prędko, jak tylko potrafiła. Była tak bardzo ciekawa, co ją czeka w ogrodach Królowej. 

Spotkanie z kartami 

Czy wiesz, jak wyglądają karty do gry? Są na nich namalowane różne postacie: walety, no i oczywiście królowa i król. Są też inne, mniej ważne karty: dwójki, trójki… siódemki i tak dalej. Na dworze Królowej, gdzie trafiła Alicja, po pięknie przyciętym trawniku krzątały się właśnie takie karty, żywo ze sobą rozmawiając. Uwijały się przy jakiejś pilnej robocie, głęboko zaaferowane. 

– Co robicie? – spytała wprost Alicja. 

Ale zajęci pracą nie odpowiedzieli. Być może nie usłyszeli jej pytania, bo kłócili się o coś zawzięcie. Gdy przyjrzała się uważniej, dostrzegła, że malują… kwiaty róż na czerwono!

– Czemu malujecie róże na czerwono? – zapytała Alicja, kierując pytanie prosto do ucha jednej z postaci. Oderwała się na chwilę od pracy i popatrzyła w popłochu na Alicję. 

– Wiesz, to nie takie proste. Królowa bardzo lubi czerwone róże, a my – przez pomyłkę oczywiście – zasadziliśmy białe. Gdyby tylko dostrzegła różnicę, oj, strach mówić, ścięłaby nam wszystkim głowy!

W tej samej chwili Karty padły na ziemię. Alicja odwróciła się i dostrzegła orszak królewski: na jego czele szli żołnierze uzbrojeni w ostre piki, potem królewskie dzieci, goście – Królowe i Królowie Trefl, nawet Biały Królik który zdążył, jak widać, na spotkanie, a wreszcie sama Królowa Kier (z wielkim serduszkiem) oraz Król Kier. Gdy zobaczyli Alicję, zatrzymali się. Królowa wystąpiła naprzód i władczym głosem zapytała, wskazując na Alicję:

– Kto to taki?

Walet Kier, do którego skierowane było to pytanie, nie odpowiedział, ukłonił się tylko z uśmiechem i padł na twarz.

– Co za idiota! – wrzasnęła Królowa. – Ściąć mu głowę!

– Jestem Alicja, wasza królewska mość – powiedziała Alicja, której wydawało się, że tak właśnie powinno się zwracać do Królowej. Chciała uratować Waleta Kier, którego już wleczono na egzekucję. – To tylko talia kart, przecież nie mogę się ich bać – pomyślała sobie. 

– A tamci? – zapytała Królowa wskazując na ogrodników, którzy jeszcze przed chwilą malowali róże na czerwono, a teraz leżeli plackiem na trawie. 

– Nie mam pojęcia – powiedziała zgodnie z prawdą Alicja.

– Ściąć jej głowę – usłyszała z ust Królowej.

– Przecież to zupełna głupota ścinać mi głowę – kompletny nonsens! – stwierdziła Alicja, która nic a nic nie bała się kart do gry, a więc i Królowej i całego dworu. 

– Ściąć, ściąć, ściąć! – tupała nogami Królowa.

– Przecież to mała dziewczynka, Królowo – powiedział nieśmiało Król. 

Królowa przyjrzała się Alicji, jakby zobaczyła ją właśnie teraz po raz pierwszy. 

– Czy umiesz grać w krokieta, moja mała? – zapytała Alicji. 

– Tak, umiem – odpowiedziała dziewczynka i pomaszerowała za królewskim orszakiem. 

Gra w krokieta

To był najdziwniejszy krokiet, jaki widziała. Królowa stanęła na środku placu. Zamiast tradycyjnych młoteczków, którymi uderza się kule, Królowa trzymała w ręku różowe flamingi – ich główki służyły do uderzania piłek…ale zaraz! Piłek też nie było: zamiast piłek były malutkie, przerażone jeże. Królowa wzięła pierwszego flaminga za nogi i z całej siły chciała uderzyć nim w jeżyka. Ten przerażony zdążył już uciec, więc trzeba było go gonić i nakłaniać, by stanął nieruchomo i dał się uderzyć głową flaminga. W różnych kątach placu karty zaczynały grać swoje rundy, nie czekając na kolejkę. Był ogromny harmider i nieład, Królowa wrzeszczała co chwilę: Ściąć mu głowę! Ściąć mu głowę! Usiłowała grać, ale jeże – piłki uciekały, flamingi – młotki odwracały się na wszystkie strony, każdy pchał się i biegał jak szalony. 

Nagle Alicja dostrzegła najpierw nieśmiały, a potem już całkiem wyraźny uśmiech. 

– Jak ci się podoba nasza Królowa? – zapytał Kot z Cheshire. 

– Wcale mi się nie podoba – powiedziała szczerze Alicja. 

– Do kogo mówisz i o kim? – zapytała Królowa, która nagle znalazła się za plecami Alicji. 

– Oj, mówię o tym, że nie warto już grać, bo jesteś najlepsza w grze w krokieta, Wasza Wysokość! – powiedziała szybko Alicja, puszczając oko do Kota. 

– Proszę usunąć stąd tego Kota, nie był zaproszony! – powiedział Król. 

– Ściąć mu głowę! – zdążyła jeszcze wrzasnąć Królowa.

– Byłoby to dość trudne, bo on nie ma głowy, Wasza Wysokość – powiedziała rezolutnie Alicja. 

–  Nie mogę ściąć mu głowy w takim razie – powiedział Kat, który już zdążył przybyć na wezwanie Królowej. 

– Jak nie zetniesz mu głowy w tej chwili, to każę ściąć głowę wszystkim tu obecnym! – oświadczyła Królowa.

– To kot Księżnej! Może zetniesz jej głowę w takim razie? – powiedział ktoś z tłumu, nieśmiało.

– Gdzie jest Księżna? Sprowadzić ją tutaj natychmiast! – wrzasnęła Królowa.

– W więzieniu, Wasza Wysokość! – znowu odezwały się głosy. 

Ale zanim zapadła ostateczna decyzja, Kot zdążył rozpłynąć się w powietrzu. 

Część trzecią znajdziesz tutaj!

Tekst: dr Katarzyna Bocian – www.przyjemnosc-czytania.pl
Ilustracje: Blanche McManus 1899r. , Brinsley Le Fanu 1910r.

Pytania do bajki

Alicja spotyka m.in. Kota z Cheshire, Kapelusznika, Marcowego Zająca i Gąsienicę.
Podwieczorek nigdy się nie kończył, a bohaterowie wciąż zmieniali miejsca przy stole.
Ponieważ potrafił znikać, a czasem zostawiał po sobie tylko uśmiech.
Była zdziwiona, zaciekawiona, ale czasem także zmęczona ich dziwnym zachowaniem.

Udostępnij tę bajkę

Facebook Twitter LinkedIn

Nasze najnowsze produkty: