Światło w ciemności – opowieść o Matce Boskiej Gromnicznej i wilku
31 stycznia 2026 11 min czytania

Światło w ciemności – opowieść o Matce Boskiej Gromnicznej i wilku

Czy byłeś kiedyś nocą w lesie? Domyślam się, że nie. Czasem harcerze urządzają leśne zabawy – szczególnie w letnie miesiące – ale zimna noc wśród gęstych drzew, kiedy leży ciężki, mokry śnieg, a wszystkie ścieżki są zasypane, nie należy do najprzyjemniejszych. Dlatego ludzie trzymają się w zimne noce z daleka od lasów i gęstych borów. 

Trzeba jednak przyznać, że choć noc w lesie nie jest miła dla człowieka, zwierzęta potrafią dostrzec jej niezwykłe piękno. Nie wszystkie zwierzęta śpią w nocy. Są i takie, jak sowy, puchacze i nietoperze, które bezszelestnie przelatują między konarami drzew. Dziki, a także sarny, jelenie i łosie wędrują wśród tylko sobie znanych ścieżek. Borsuki i kuny, nisko w poszyciu leśnym, załatwiają swoje nocne sprawy. Zatrzymują się jednak czasem, podnoszą nosy pod wiatr i nieruchomieją z zachwytu: wiatr szumi w gałęziach, światło księżyca oświetla śnieg, który nie jest, jak za dnia, biały i srebrzysty, ale staje się ciemnoniebieski, prawie granatowy. Gwiazdy lśnią, a srebrne struny księżycowego światła padają na ciemne konary drzew tworząc niesamowite cienie. Zimowy las jest więc tajemniczym, wspaniałym, nocnym światem. 

Pewnej lutowej nocy jedną z leśnych ścieżek wędrowała kobieta. Miała ciepły płaszcz, kaptur naciągnięty na głowę. I choć nie było widać jej twarzy, zwierzęta nocne, o których wcześniej ci powiedziałam, podchodziły do niej i przytulały pyszczki do jej dłoni. Ich oczy rozświetlały się, ciepło ogrzewało ich głowy i serca, gdy tylko ich dotknęła i jakby napojone światłem, biegły dalej przez las. Gdyby je wówczas człowiek zobaczył, powiedziałby pewnie, że to księżycowy blask odbija się od ich futer. Kobieta wydawała się nie marznąć, choć wędrowała już długo.

Nagle zatrzymała się, nasłuchując. Usłyszała z oddali ludzkie głosy, chybotliwe światła i cienie ludzkie. Spojrzała pod nogi, jakby sprawdzając ścieżkę, uchyliła niepostrzeżenie poły płaszcza, jakby delikatnie go poprawiając. Tylko mały lisek, który na moment wyciągnął łepek ze swojej norki, dostrzegł, że jakaś mała istota chowa się pod płaszczem. Ale kobieta nie zrobiła już więcej żadnego gestu i szła spokojnie dalej. 

Ludzie podeszli bliżej. Gdy spotkali kobietę w nocnym lesie, wydawali się zaskoczeni, co robi tu sama, dopytywali, czy nie zgubiła drogi. Zapewniła ich, że nie. 

– Szukamy wilka, by go zastrzelić –  powiedzieli z gniewem. –  Jest nienażarty, wciąż plądruje nasze zagrody, kradnie kury. Musimy się wreszcie z nim rozprawić! –  krzyczeli jedni przez drugich, dodając sobie tymi wrzaskami wzajemnie animuszu. 

Kobieta milcząc przypatrywała się ich oczom i wykrzywionym od złości ustom. Byli tak pełni gniewu, że nie zatrzymali się na dłużej. Dalszy los kobiety ich nie obchodził – skoro sama chodzi po lesie, to widocznie jest na tyle szalona, by zgubić się i zamarznąć. A los szalonych, zagubionych lub głodnych ich nie obchodził. 

Gdy oddali się tak, by zamilkły ich gniewne głosy, kobieta przystanęła. Spod poły jej płaszcza wyszło maleńkie wilczątko, chude i przestraszone. Kobiety ujęła w dłonie jego pyszczek i spojrzała w oczy. Tlił się w nich smutek i zagubienie, ale i wielka wdzięczność. 

–  Byłem bardzo głodny – powiedział mały wilczek. –  A jeść muszę. Zgubiłem stado, więc poluję sam. Najprościej było więc…

–  Podejść do ludzkich siedzib? – zapytała kobieta, jakby czytając w jego wilczym sercu.

–  Tak – powiedziały jego oczy.

Kobieta przytuliła go mocno i jego serduszko napełniło się ciepłem i nadzieją. Jak to zrobiła wcześniej, tak i teraz zakryła go swoim płaszczem. Wiedział tylko, że kobieta zaprowadzi go do matki, do stada. Spojrzał wokół, ale nie widział już płaszcza, który ocalił mu życie, ani gęstego materiału, z którego go utkano. Widział ciemny las, rozgwieżdżone, nocne niebo. Przy każdym kroku to nie płaszcz, a wiatr szumiał, to nie lśniące guziki błyszczały, a gwiazdy. Szli tak długo, że małemu wilczkowi wydawało się, że zasnął. 

Ocknął się nagle i oto zobaczył stojącą wokół zwalonego przez burzę pnia watahę wilków. Ojciec i matka stali na samym przodzie, ich oczy lśniły w ciemności. Podbiegł i zaczął ocierać się futerkiem o rodziców. Oni mruczeli, a w melodii ich głosu była czysta radość. Czuł się bezpieczny, z mamą i tatą, braćmi i siostrami, ciociami i wujkami. Wszyscy byli przy nim, jak wcześniej. 

Gdy odwrócił głowę, widział już tylko migający w oddali gwiaździsty płaszcz.

–  Kocham cię, Pani, moja wybawicielko –  szepnął do siebie odprowadzając ją wzrokiem.  Był już bezpieczny, ze swoją mamą, która wylizywała jego futerko, jak to robią mamy małych zwierzątek. Była w tym geście radość, bezpieczeństwo i spokój.  

Pościg za wilczym potworem jednak trwał nadal. Ludzie podzielili się na drużyny i robili w lesie dużo hałasu. Zwierzęta się obudziły, ze strachem w sercach. Sowy i puchacze odfrunęły w bezpieczne, dalekie miejsca, a łosie i sarny – znieruchomiały, udając, że ich nie ma. 

–  I jak, spotkałaś wilka? – zakrzyknęli ponownie do kobiety. 

– Tak, całą watahę – odpowiedziała.

Zrobiło się cicho, ale w tej ciszy czuć było napięcie i ledwo powstrzymywany gniew. 

– I gdzie się ukrywa? –  zapytał jeden z mężczyzn hardo.

 –  No, powiedz gdzie, to go dopadniemy – dodała skrzekliwym głosem jakaś kobieta.

–  Ukrywa się w waszych sercach.  Tam go szukajcie – odpowiedziała kobieta i nagle zmieniła się nie do poznania. 

I oto stała przed nimi, w pełni księżycowego blasku Matka Boża. W jej dłoniach płonęło światło. A może to ona sama jaśniała wśród ciemnego lasu, wśród zimna, które Ona sobą ogrzewa, wśród śniegu, który wydaje się zasypywać czasem wszystko, nawet nadzieję i radość. A Ona daje radość, ciepło i nadzieję wszystkim zagubionym – ludziom i zwierzętom. 

–  Mamo, widziałem Świetlistą Panią – wyszeptał lisek do mamy, tuląc się do jej rudego futerka.

– Ona zawsze tu jest. Śpij, kochanie – odpowiedziała. 

Święto Matki Boskiej Gromnicznej, znane jest w Kościele jako Ofiarowanie Pańskie. Przypada ono na początek lutego, dokładniej, drugi dzień miesiąca, jakby domykając cykl Bożego Narodzenia. Nie śpiewa się już kolęd, choinki straciły blask i nawet igły sypią się na podłogę – zostanie po nich puste miejsce. W serca wkrada się zmęczenie i trochę smutku. I żeby je przepędzić, opowiem Ci legendę o Matce Bożej Gromnicznej. Bardzo lubię tę opowieść, może też dlatego, że kiedy byłam małą dziewczynką, opowiadała mi ją moja babcia.

W polskiej tradycji ludowej ten dzień jest nasycony niezwykłą czcią do Maryi, którą postrzega się jako Opiekunkę domów, rodzin, wszelkich istot samotnych, odrzuconych przez innych, pogubionych na drogach swojego życia. W ludowej wyobraźni Maryja tego dnia nie przebywa jako Królowa. To tajemnicza Kobieta, która w szerokim płaszczu przemierza uśpione lasy i wioski. Niesie światło w ciemności – co symbolizuje gromnica w jej dłoniach. Zresztą każdy szczegół tej opowieści jest ważny: jest ciemna, mroczna noc, a wokół żywego ducha, zwierzęta i ludzie śpią, śpi cały świat, jakby ukryty przed ludzkim i boskim okiem. Ale Matka Boża czuwa nad każdą istotą: zbłąkanym wędrowcem, zagubionym wilczkiem –
każdym, kto jest głodny, spragniony, sam. Niesie mu bezpieczeństwo, nadzieję i ciepło i mówi mu, że jest ważny dla Niej. Można się skryć pod Jej szerokim płaszczem i nikomu nic się nie stanie. Obroni go przed złem. Gdy wracając z Kościoła ludzie niosą zapalone gromnice, wydają się wyglądać z oddali jak żywe rzeki światła – są razem trochę na przekór zimie i smutkom. To budzi nadzieję w naszych sercach, bo przecież jeszcze trochę poczekamy i znowu nadejdzie wiosna.

Tekst: dr Katarzyna Bocian https://www.przyjemnosc-czytania.pl/

Ilustracja: Małgorzata Bocian

Udostępnij tę bajkę

Facebook Twitter LinkedIn

Nasze najnowsze produkty: