Alicja w Krainie Czarów – bajka do czytania cz.3
20 stycznia 2026 27 min czytania

Alicja w Krainie Czarów – bajka do czytania cz.3

Część 3 Rozprawa 

Gdy wszyscy rzucili się na poszukiwanie Kota, Alicja dostrzegła, że ktoś się do niej uśmiecha. Była to Księżna, którą wyprowadzono z więzienia i teraz właśnie szła w kierunku Alicji. 

– Jak miło Cię widzieć – powiedziała.

 Alicji przemknęło przez myśl, że może brzydkie zachowanie Księżnej, rzucanie prosiakowym dzieckiem i krzyki, były wyłącznie sprawą dużej ilości pieprzu unoszącego się w powietrzu. 

– Jakże chciałabym być księżną – zaczęła marzyć Alicja. – Byłabym bardzo miła i grzeczna dla wszystkich, nie rzucałabym nikim, a nawet niczym! Miałabym kucharza i całkowicie zakazałabym mu dodawać pieprzu do potraw. To chyba pieprz wywołuje w ludziach gniew – rozważała. – A może smak kwaśny sprawia, że są opryskliwi i wiecznie niezadowoleni? Bo przecież dzieci, które lubią jeść słodycze, są często takie słodziuchne…

– W ogóle mnie nie słuchasz!  – powiedziała z wyrzutem Księżna.

Rzeczywiście, Alicja zamyśliła się nad tym, jakby to było, gdyby została księżną i zupełnie zapomniała o rozmowie. 

– Jaki z tego morał? – zapytała ni z tego, ni z owego Księżna. 

– Morał z czego? – dopytała Alicja.

– No i widzisz, nie słuchasz mnie! – utwierdziła się w przekonaniu Księżna. – Morał można wyciągnąć z wszystkiego, moja droga – kontynuowała. 

– Jaka ona męcząca! Zupełnie jak … moja kuzynka – pomyślała Alicja. Nagle stała się trochę na wszystko zła, mimo, że ani pieprz, ani inna przyprawa nie unosiły się w powietrzu. Jej złość nie trwała jednak długo, bo sytuacja zmieniła się w mgnieniu oka. Księżna zbladła, zamilkła i zaczęła się chować za plecami Alicji. 

– Ściąć jej głowę! – wrzasnęła Królowa, która jak zawsze pojawiła się niespodziewanie i wskazała wielkim, długim paluchem w kierunku Księżnej. I zanim żołnierze dobiegli, by ją znowu aresztować, zdążyła odwrócić się na pięcie i zniknąć wśród ogrodowych krzewów. 

Spotkanie z Gryfem 

Królowa wzięła pod rękę Alicję i chciała wrócić do gry w krokieta, ale okazało się, że wszyscy gracze zostali skazani na śmierć przez ścięcie głowy. 

– Ułaskawiam was wszystkich – krzyknęła jakby od niechcenia Królowa. 

Alicja bardzo się ucieszyła, bo zaczynała już mieć ponure myśli, że po dzisiejszym dniu życie straci połowa poddanych. 

– Czy znasz Gryfa? – zapytała Alicję Królowa.

– Nie, Wasza Wysokość. Nie widziałam nigdy Gryfa.

– No to może chociaż Niby-Żółwia? – dopytywała się Królowa z rosnącym zniecierpliwieniem.

– Nie wiem, co to za istota – przyznała Alicja. 

– To z czego robisz zupę żółwicielęcą? – Królowa aż stanęła na ogrodowej ścieżce.

– Nie jadłam nigdy takiej zupy i nie mam na nią nawet ochoty – odważnie odpowiedziała Alicja. 

– Musisz poznać historię Niby-Żółwia – ciągnęła niezrażona Królowa. Ale najlepiej będzie, jak on sam ci ją opowie. Idziemy! – zarządziła. 

– Wiecznie mi tu wszyscy rozkazują – pomyślała Alicja – muszę przestać się na to godzić! 

Gdy szły piękną ścieżką, wzdłuż której rosły równiutko przycięte klomby, krzaki róż i hortensji, natknęły się na śpiącego w słońcu gryfa. 

Jak nie wiesz, co to jest za stworzenie, to muszę ci powiedzieć, że nie każdemu przypadłoby do gustu. Jest to zwierz pół na pół: ma lwi zadek, łapy i pazury, ale zamiast lwiej głowy i grzywy, z szyi wyrasta mu łeb orła i ostry dziób. Trzeba przyznać, że jest trochę pokraczny i czasem się zastanawiam, czemu jego wizerunek widnieje na proporcach czy herbowych znakach. Czasem zdarzają się też i takie gryfy, którym – nie wiedzieć czemu – wyrastają na głowie ośle uszy. Może jest tak, że jakiś osobnik z rodziny gryfów jest wyjątkowo głupi? Nie wiadomo do końca. Ale ośle uszy to wyjątki od reguły, na szczęście. Gryf, którego zobaczyła Alicja, głupi z pewnością nie był, bo jak tylko Królowa odeszła na kilka kroków, powiedział:

– Jaka ona śmieszna. Chciałaby, żeby wszyscy się jej bali. Udaje, że skazuje ich na śmierć. Nie wiem, po co tak często wywrzaskuje to swoje „ściąć mu głowę” – tu Gryf zaczął przedrzeźniać Królową. A przecież wszyscy wiedzą, że na jej dworze nie odbyła się jeszcze żadna egzekucja. Wszystko tu jest udawane od początku do końca. 

Królowa wróciła nagle i oświadczyła, że musi ich opuścić, bo idzie doglądać egzekucji. Alicji przemknęło przez myśl, że ona wiecznie wszystkich podsłuchuje. 

– Zapomniała, że ułaskawiła wszystkich skazanych w ciągu dnia. Kłamczucha – powiedziała w myślach Alicja. 

– Gryfie, rozkazuję ci, abyś zaprowadził Alicję do Niby-Żółwia! – wydała komendę Królowa i odeszła. 

Wyznania Niby-Żółwia

Niby-Żółw siedział na kamieniu nieopodal. Wydawał się pogrążony w rozpaczy i cicho płakał. Alicja przejęła się tym bardzo i już miała zapytać Gryfa o przyczynę tej rozpaczy, gdy ten uprzedził ją mówiąc:

– Jemu nic złego nigdy się nie przytrafiło – udaje tylko. 

Ale Niby-Żółw zaczął swoją opowieść z łzą w oku.

– Byłem kiedyś prawdziwym żółwiem… – i zamilkł nagle. Alicja czekała cierpliwie, ale Żółw milczał i milczał. 

– … byłem prawdziwym, małym żółwiem – ciągnął po dłuższej chwili. I wtedy nasz nauczyciel – stary żółw – na którego wszyscy mówili Ostryga…

– Jak mogliście mówić na niego Ostryga, skoro był żółwiem? – zapytała Alicja.

– Nie zadawaj głupich pytań – przerwał jej Gryf. – Wiem, bo sam chodziłem do takiej szkoły. 

– Do takiej szkoły, czy do t e j szkoły? – chciała go dopytać Alicja, bo czuła, że opowiada farmazony. 

– Ale jesteś niemądra, Alicjo! – wykrzyknął Gryf.

– Widzę, że zbiłam cię z pantałyku – powiedziała triumfalnie dziewczynka.

– Nie daję się uderzyć nikomu, a w szczególności małym, niegrzecznym dziewuchom, które przerywają innym. A zresztą sama jesteś … pantałyk. 

– Zbić kogoś z pantałyku to znaczy wprawić kogoś w zakłopotanie – wyjaśniła Alicja. 

– W szkole mieliśmy różne przedmioty – wrócił do opowieści Niby-Żółw – mieliśmy wodowanie, mierzejowanie, obniżanie, upiększanie i brzydzielenie … no i pranie oczywiście. Pranie było nadobowiązkowe. Miałaś pranie w szkole?

– Nie miałam, rzecz jasna! Co za szaleństwo! Przecież żyłeś w wodzie, to po co ci pranie? Wciąż przecież byłeś mokry– powiedziała Alicja.

– Jesteś nieuprzejma i głupia, ty pantałyku – powiedział urażony Niby-Żółw.

– A dostawałeś piątki? – chciała go już udobruchać Alicja.

– Oczywiście, trzysta piątek, codziennie jedna.

– A czwórki? – dopytywała się Alicja, którą nagle zainteresowała opowieść tej morskiej istoty.

– Czwórek żadnych, może z falowania.

– A jak się uczyłeś tego przedmiotu? – chciała wiedzieć Alicja.

– Nie mogę ci teraz tego pokazać, głuptasku, bo jestem cały pospinany i sztywny – powiedział Niby-Żółw i wykrzywił się tak, jakby go nagle coś zabolało. 

Chyba przeczuwając, że historia może się przerodzić w katalog chorób, Gryf zarządził, aby Żółw opowiedział o szkolnych rozrywkach. 

Kadryl z Homarami

Więc Niby-Żółw zaczął opowiadać o tańcu, który nazywa się kadryl. Tańczy się go tak: wzdłuż brzegu morza pojawiają się homary, a każdy z nich ma swojego partnera lub partnerkę: flądrę, morświna, krewetkę, czy szczupaka. Łapią się za płetwę, robią ryboskłon – potem obrót – i następuje zmiana partnera. 

– Trudno mi to sobie wyobrazić – przyznała Alicja.

Więc Gryf razem z Niby-Żółwiem odtańczyli wokół niej parę figur z tego dziwnego tańca. Skakali i odskakiwali, zmieniali kierunki, krzyczeli coś do siebie, a na samym końcu zaśpiewali smutną piosenkę o białej rybie. 

– Lubię białe ryby, szczególnie w panierce… – zaczęła Alicja, ale na szczęście szybko ugryzła się w język i już nic nie mówiła. 

Tancerze usiedli zmęczeni, odsapnęli chwilkę i zaraz zażyczyli sobie, aby Alicja opowiedziała im swoją historię.  Z początku szło jej trochę opornie, bo wstydziła się, że nie da rady opowiedzieć wszystkiego z sensem i składnie, ale po chwili nabrała pewności siebie. Gdy opowieść dochodziła do momentu, gdy dziecko okazało się małą świnką, Gryf jej przerwał.

– Musisz chyba się zastanowić nad tym wszystkim. To jakiś nonsens, Alicjo! Jaki z tego morał?

-Oj, żadnych morałów na dziś! – powiedziała Alicja, która przypomniała sobie Księżną i jej morały. 

Ale w tej samej chwili z oddali doszedł dźwięk trąbek.

– Wzywają na rozprawę sądową! – krzyknął Gryf, porwał Alicję za rękę i nim zdołała zaprotestować, biegli już w kierunku placu przed królewskim zamkiem. 

Kto zjadł ciastka? 

Alicja nie była nigdy w sądzie. Wiedziała, że to takie miejsce, gdzie sędzia, ubrany w togę, czyli długi, ciemny płaszcz z kołnierzem, siedzi na środku sali na krześle i rozstrzyga, kto ma rację. A potem wydaje wyrok. Winny – mówi – lub: niewinny. Obok niego siedzi grupa ludzi – ława przysięgłych. Przysięgają, że będą pomagać w procesie i będą zawsze sprawiedliwi. 

Na placu stał Biały Królik, z trąbką w ręku i zwojem pergaminu w łapce, a obok niego, na stoliku stał wielki talerz z ciastkami. 

– Chyba zgłodniałam – pomyślała Alicja, która od jakiegoś czasu w ogóle nic nie jadła.

Sędzią był sam Król, który na swoją perukę nałożył koronę. Siedział więc nieruchomo i sztywno, ponieważ bardzo trudno mieć na głowie dwie rzeczy na raz. Było mu niewygodnie, bo miał niezadowoloną minę. 

– A tu jest ława przysięgłych – zauważyła Alicja. Były to różne zwierzęta, większość rozpoznała bez trudu i zrobiło się jej miło na sercu. To ocaleni z powodzi łez, a więc jaszczurki, myszki, żaby, a nawet Ptak Dodo! 

Pisali coś na tabliczkach, mimo, że rozprawa się jeszcze nie zaczęła.

– Co oni piszą? – zapytała Gryfa.

– Swoje imiona – odpowiedział.

– Swoje imiona? Po co? – dopytywała się Alicja.

– Bo mogą zapomnieć przed końcem rozprawy.

Alicja pomyślała, że źle to wróży dla całego procesu. Ławnicy to tacy ludzie, którzy w sądzie mówią odważnie, czy coś jest sprawiedliwe, czy nie. Nie są zawodowymi prawnikami czy sędziami – są takim głosem innych ludzi: mówią to, co powiedziałby przeciętny człowiek na temat sprawiedliwości. 

– Jeśli są tak głupi, żeby nie pamiętać nawet swoich imion, to jak to będzie, gdy zaczną mówić o sprawiedliwości? – zaczęła się zastanawiać, ale rozmyślania przerwał jej Król.

– Króliku, przeczytaj akt oskarżenia!

Królik powiedział krótką rymowankę, mówiącą o tym, że Walet Kier ukradł i zjadł ciastka Królowej. 

– I z tego powodu jest rozprawa? – zapytała z niedowierzaniem Alicja. – O talerz ciastek? Gryf pokiwał głową. 

– Mówiłem ci, że to wszystko nonsens. 

Ale rozprawa zaczęła się rozkręcać na dobre. 

– Wprowadzić pierwszego świadka – wrzasnął Król. 

Biały Królik zadął trzy razy w trąbkę i wszedł Kapelusznik. Zerknął na Alicję i mrugnął do niej okiem.

– Nie mrugać okiem w sądzie – upomniał go Król. 

Kapelusznik trzymał w ręku filiżankę herbaty i sucharek. 

– W sądzie nie wypada pić, jeść ani mieć nakrycia głowy! – wrzasnął ponownie Król. – Proszę natychmiast ściągnąć kapelusz z głowy!

– Nie mogę zrobić ani jednego, ani drugiego – powiedział Kapelusznik. Zacząłem pić herbatkę 16 marca, a kapelusz nie jest moją własnością.

– Kradziony? – zapytał krótko Król.

– Nie, na sprzedaż. Jestem kapelusznikiem – odpowiedział Kapelusznik. 

– Tak, 16 marca. Albo nawet 15 marca – potwierdził Marcowy Zając, który przybył na rozprawę razem z Kapelusznikiem. – Byłem naocznym świadkiem tego! 

– W sądzie nie wolno odzywać się bez pozwolenia! – upomniał ich Król. – Proszę wpisać do protokołu, że w zeznaniach świadków – naocznych i … hm… nienaocznych są nieścisłości. 

Kapelusznik zaczął trząść się ze strachu. 

– Wycofuję to zeznanie – krzyknął nerwowo Marcowy Zając.

– On wycofuje to zeznanie – powtórzył Kapelusznik.

– Co mówi Suseł? – zaczęła dopytywać się Królowa.

– Suseł nic nie mówi – powiedział Biały Królik, usiłujący zachować porządek przesłuchania, dlatego co chwilę głośno trąbił. 

Zrobił się wielki harmider, wszyscy mówili na raz, Biały Królik zapisywał w protokole i skreślał, trąbił co chwilę, a Marcowy Zając i Kapelusznik rozmawiali między sobą. 

– Proszę odpowiedzieć na pytanie – powiedział wreszcie Król przerywając wszelkie dyskusje – co mówił Suseł? 

Pytanie skierowane było do Kapelusznika.

– Nie pamiętam, nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć, nic nie przychodzi mi do głowy, wyleciało mi z pamięci, zapomniałem… – zaczął tłumaczyć się Kapelusznik.

– Jak sobie nie przypomnisz, to zetnę ci głowę – powiedziała Królowa. 

Alicja aż poczerwieniała ze wzburzenia. Nic w tym sądzie nie było, jak należy, a biedny Walet Kier siedział w kącie i trząsł się ze strachu przed zbliżającym się werdyktem. Werdykt to rozstrzygnięcie, czy ktoś jest winny czy nie. 

Z tej złości chyba albo zupełnie z innego powodu, Alicja poczuła, że znowu rośnie. 

– Nie pchaj się tak, moja panno – powiedział Suseł. Ledwo się tu mieszczę obok ciebie. 

– Nie zależy to ode mnie – odpowiedziała przepraszającym tonem Alicja. – Sam przecież wiesz, że rośnie się niezależnie

– Ale w rozsądnym tempie – powiedział opryskliwie Suseł. 

Rozprawa trwała dalej. Król odwołał świadka, to znaczy Kapelusznika i kazał mu zstąpić z miejsca dla świadków. Bo, jak pewnie już się domyśliłeś, w sądzie każdy ma swoje miejsce: sędzia siedzi na środku na wielkim krześle, ławnicy obok, a świadkowie wstępują i zstępują, czyli wchodzą i wychodzą ze specjalnie przygotowanego dla nich miejsca. 

– Nie mogę nigdzie zstąpić, bo stoję na podłodze – odpowiedział Kapelusznik, dopijając zimną już herbatę. 

– Więc usiądź spokojnie – zarządził Król. 

Kapelusznik pozbierał okruchy grzanki na spodeczek i usiadł na ziemi. 

– Zawezwać kolejnego świadka – obwieścił Król. 

Była to Kucharka Księżnej. Gdy weszła na salę, wszyscy zaczęli kichać. – Musi mieć gdzieś schowaną pieprzniczkę – pomyślała Alicja.

– Proszę złożyć zeznanie – powiedział Król.

– Nie złożę żadnego zeznania – powiedziała hardo Kucharka, biorąc się pod boki. – To wszystko nie ma kompletnie sensu – dodała. 

– Z czego robi się ciasteczka? – zapytał Król, jakby nie usłyszał jej poprzedniego zdania.

– Z pieprzu, oczywiście – powiedziała Kucharka i wszyscy rozkichali się na dobre.

– Z cukru – dobiegały głosy z sali. – Z cukru i mąki, a czasem jeszcze dodaje się jajek i proszku do pieczenia…

– Cicho tam! – Król próbował zapanować nad rodzącym się bałaganem. 

Kucharka popatrzyła z pogardą na ławę przysięgłych, całą salę, na której wszyscy: zarówno zwierzęta, jak i talia kart, dyskutowali nad zawiłościami pieczenia ciastek. 

– Zawezwać kolejnego świadka – obwieścił Biały Królik i zadął w trąbkę. 

– Alicja! – krzyknął Król, a po chwili zwrócił się do Królowej: – Musisz przesłuchać kolejnego świadka, kochanie. Głowa mi już pęka.

Przesłuchanie Alicji 

– Jestem! – Alicja wiedziała już, gdzie w sądzie jest miejsce dla świadka, więc stanęła posłusznie. Zaaferowana nie zauważyła jednak, że jest duża, o wiele większa niż wszystkie zwierzęta, o kartach już nie wspominając. Zahaczyła czubkiem buta o ławę i przewróciła ją. Spadający chwytali się innych i teraz cały sąd, łącznie z Królem i ławnikami leżał bezładnie na podłodze. 

– Przepraszam, przepraszam wszystkich! – zaczęła tłumaczyć się Alicja. 

– Odraczam rozprawę do czasu, aż wszyscy wrócą na swoje miejsca – rozkazał Król, który nagle wrócił do swojej roli przewodniczącego, jakby zapomniał, że obradom przewodniczy Królowa. Leżał wśród innych na ziemi i gramolił się niezdarnie, szukając wokół peruki i korony. Gdy już wszyscy usiedli, Król kontynuował przesłuchanie.

– Co wiesz o zdarzeniu? – zapytał Alicję. 

– Jakim zdarzeniu? – Alicja zapomniała już, co tu się właściwie dzieje.

– O kradzieży ciastek.

– Nic, zupełnie nic nie wiem – powiedziała Alicja. 

– Nie możesz nie wiedzieć nic, to jest bardzo ważna sprawa i bardzo ważne przesłuchanie! – Król uderzył pięścią w oparcie krzesła, ale widocznie zabolało go to, bo aż syknął. 

– Odpowiadaj! – wrzasnął zirytowany. 

Alicja jednak rosła dalej, nie mogąc tego zatrzymać. Pochyliła się nad Królem, żeby go lepiej słyszeć. Król jakby się przestraszył, ale nie dał tego po sobie nic a nic poznać. 

–  Oto paragraf czterdziesty drugi: Kogo wzrost przekracza kilometr, ten nie może być świadkiem w sądzie. Tak mówi prawo! – krzyknął. – Świadek może odejść – zwrócił się do Alicji. Gdy już miała wracać na swoje miejsce, Biały Królik chrząknął. Wszystkie oczy zwróciły się w jego kierunku. 

– Oto dowód w sprawie – powiedział i uniósł do góry kawałek papieru. – To list pisany ręką Waleta Kier.

– Skąd wiesz, że Waleta Kier? – zapytała Alicja. – Jest podpisany?

– Zobaczymy, jeszcze go nie otworzyłem – przyznał Królik.

Król kazał otworzyć kopertę. W istocie nie był to list, tylko wierszyk, dość bezładnie napisany. 

– Proszę zapoznać ławników z dowodem – zarządził Król.

Biały Królik zadął w trąbkę, przebiegł wzrokiem po tekście, chrząknął raz jeszcze i powiedział:

– Ktoś przyszedł do kogoś, a ten ktoś powiedział, że tamten nie potrafi pływać, a tamten ktoś dał mu coś… – zerknął raz jeszcze dla pewności na kartkę papieru – co spowodowało, że – widać było, że się namyśla – że to coś spowodowało fakt, skutkujący jakimś…- hm…- nieporozumieniem między ktosiem a tamtosiem – skończył z wyraźną ulgą. 

– No, to jest bardzo trudny i poważny dowód – powiedział Król.

Alicja spojrzała na Waleta Kier. Był zwykłą kartą, ale zdążył się już ze strachu zwinąć w rulonik. 

– To nie ma żadnego sensu! – powiedziała nagle Alicja. Zrobiło się jej żal Waleta Kier. – Co to ma wspólnego z ciastkami Królowej? – zapytała rzeczowo. 

– Czy umiesz pływać? – Król zwrócił się do Waleta.

Chłopak był tak zdenerwowany, że tylko potrząsnął głową przecząco. Alicja uświadomiła sobie, że biedak nie może umieć pływać, skoro jest tylko kartonikiem ze zwykłej talii papierowych kart. – Rozpuściłby się w wodzie w mgnieniu oka – pomyślała. Postanowiła, że musi go uratować. Kątem oka dostrzegła talerz ciastek. Przecież stał tam od początku rozprawy! 

– Przecież te ciasteczka są … tutaj – powiedziała odważnie i wskazała na półmisek. 

– Ściąć jej głowę – wrzasnęła Królowa, która nagle zrobiła się czerwona ze złości. – Ściąć, ściąć, ściąć!

– Oj, ty oszustko – pomyślała Alicja – posądziłaś niewinnego człowieka!

– Najpierw wyrok – wrzeszczała Królowa – a potem dalsze dochodzenie! Ściąć mu głowę!

To już było dla Alicji za dużo. Podniosła się z kolan (wcześniej cały czas klęczała, żeby słyszeć, co mówią) i dmuchnęła tak mocno, że cała talia kart zawirowała w powietrzu, razem z Królem i Królową. 

– To przecież tylko zwykła talia kart! Dlaczego się tak bałam Królowej i jej ścinania głów? – powiedziała głośno. 

Żołnierze jednak zachowali lojalność względem swojej pani i mimo wirowania w powietrzu zaatakowali Alicję. Odsunęła ich ręką tak, jak się zdejmuje opadające na buzię listki, czy piórka. 

– Alicjo, co ci się dzieje? Obudź się! – usłyszała głos siostry. I poczuła dotyk jej ciepłej dłoni na swoich policzkach.

Przebudzenie 

– Opowiedz mi, co ci się śniło – poprosiła siostra. 

I Alicja opowiedziała jej o tym, jak pobiegła za Białym Królikiem, wpadła do jego norki i spadając widziała niezwykły korytarz z mnóstwem półek i drzwi. – Zupełnie jak nasza biblioteka – pomyślała siostra. Opowieść Alicji była pełna dziwnych postaci: Kapelusznika, Ptaka Dodo, Marcowego Zająca, przemądrzałej Myszy. – Jakże podobna jest do naszej kuzynki – przemknęło przez myśl siostrze. Kapelusznik i Marcowy Zając, uwięzienie ich w czasie, dziwna herbatka, a nawet sama Królowa – wydały się dziewczynie niezwykle ciekawe. I gdy tak patrzyła na młodszą siostrę, która z przejęciem opowiadała jej swój sen, dziewczyna zaczęła sobie wyobrażać Krainę Czarów, przeżywać emocje, które towarzyszyły siostrze podczas jej przygód, czuć sympatię do miłych bohaterów, gniew wobec niesprawiedliwości i okrucieństwa Królowej. Tak jak Ty i ja, prawda?

Na koniec pomyślała jeszcze, widząc zaróżowione policzki młodszej siostrzyczki, jak to będzie, gdy obie staną się dorosłe. Czuła w sercu, że opowieść o Krainie Czarów nigdy ich nie opuści. – Wyobraźnia się nie starzeje, a czasem może przekształcić się w … bajki i literaturę. Nie tylko dla dzieci.  

Tekst: dr Katarzyna Bocian – www.przyjemnosc-czytania.pl

Ilustracje: Blanche McManus – 1899r.

Ilustracja dodatkowa: Małgosia Bocian

Pytania do bajki

Odbył się bardzo dziwny proces o zjedzenie ciastek Królowej.
Oskarżony był Walet Kier.
Na przykład to, że nikt nie wiedział, co naprawdę się wydarzyło, a zasady ciągle się zmieniały.
Zauważyła, że ciastka wciąż leżą na stole i powiedziała prawdę.
Alicja budzi się i opowiada swoją przygodę starszej siostrze.

Udostępnij tę bajkę

Facebook Twitter LinkedIn

Nasze najnowsze produkty: