Calineczka – bajka do czytania dla dzieci
W pewnej wsi stał niewielki domek. Wokół niego rósł najwspanialszy ogród, jaki tylko można sobie wyobrazić. Były w nim kwiaty we wszystkich kolorach tęczy, długie, malownicze pnącza i cieniste drzewa. W chatce mieszkała kobieta, która troskliwie opiekowała się każdą roślinką. Całe dnie spędzała na podlewaniu, przycinaniu, a nawet śpiewaniu do młodych listków i delikatnych płatków. Jej życie było piękne i spokojne, ale bardzo samotne — marzyła bowiem o dziecku.
Któregoś poranka kobieta dostrzegła przed domem staruszkę, która przyglądała się jej ogrodowi.
– Piękny, prawda? – zagadnęła.
– Piękny, dziecko – odparła staruszka. – Ale czegoś mu brakuje.
Nieznajoma sięgnęła do swojej torby i wyjęła małe ziarenko.
– Zasiej je i otocz troską – powiedziała, podając je zdziwionej kobiecie, po czym odeszła.
Kobieta z wielką ciekawością posadziła ziarenko, spodziewając się, że wyrośnie z niego jakiś egzotyczny kwiat. Jakież było jej zdziwienie, gdy któregoś ranka spomiędzy bladoróżowych płatków nowej roślinki wyłoniła się maleńka dziewczynka.
Kobieta ostrożnie wzięła ją w swe dłonie i przyjrzała się z bliska.
– Jesteś piękna i mała jak okruszek! – powiedziała zachwycona, a maleństwo odwdzięczyło się tak czułym uśmiechem, jakby znały się od dawna.
– Będziesz moją córeczką i nazwę cię Calineczką! – dodała po chwili.
Kobieta przygotowała dla Calineczki łóżeczko z łupiny orzecha, a kołderkę z płatków róży. W chatce na kilka lat zagościło wielkie szczęście. Aż do pewnej nocy…
Gdy Calineczka spokojnie spała w swoim łóżeczku, w oknie pojawiła się wielka ropucha.
– Ładna dziewczynka – zarechotała cicho. – Będzie idealną żoną dla mojego syna!
Porwała śpiącą w łupince dziewczynkę i ruszyła w stronę jeziora. Gdy dziewczynka się obudziła, rozejrzała się przestraszona dookoła. Wszędzie była tylko woda, a ona wraz z łóżeczkiem dryfowała na wielkim liściu lilii wodnej. Po chwili pojawiła się ropucha, która powiedziała jej, że niebawem wyjdzie za mąż za jej syna.
Calineczka się rozpłakała. Na szczęście jej płacz usłyszały rybki.
– Musimy jej pomóc! – powiedziały zgodnie i odgryzły łodygę liścia, a ten popłynął daleko, daleko i zatrzymał się dopiero w wysokich trawach przy brzegu.
Dziewczynka zeszła wtedy na ląd i zrobiła sobie schronienie w cieniu rozłożystego dębu. Niestety, tym razem dostrzegł ją chrabąszcz i zachwycony jej urodą porwał ją w nocy do swojego domu w koronie drzewa. Calineczka jednak nie spodobała się innym chrabąszczom.
– Dziwna jest, ma tylko dwie nogi i ani jednego skrzydła! – powtarzały tak często, że chrabąszcz posłuchał i oddał dziewczynkę tam, skąd ją zabrał.
Dziewczynka spędzała całe dnie na spacerach w poszukiwaniu kwiatów, a nocą chowała się w szałasie pod drzewem. Nadchodziła jednak jesień, a wraz z nią coraz zimniejsze noce. Coraz trudniej było też znaleźć Calineczce owoce do jedzenia.
Pewnego deszczowego popołudnia, gdy woda zupełnie zniszczyła jej schronienie, postanowiła poszukać pomocy. Uciekając przed wielkimi kroplami deszczu, natrafiła na małą chatkę wydrążoną wewnątrz brzozy. Zapukała, a po chwili drzwi się otwarły. Stanęła w nich polna mysz i zaprosiła przemoczoną dziewczynkę do środka.
– Zgubiłaś się? Wchodź szybciutko – powiedziała z troską. – Ogrzej się, a ja przygotuję coś do jedzenia.
I tak Calineczka spędziła tam całą jesień i zimę. Gdy nadeszła wiosna, mysz uznała, że najwyższa pora znaleźć jej męża, więc przedstawiła ją staremu kretowi. Kret jednak, choć był wielkim dżentelmenem, nie spodobał się dziewczynce. Mieszkał głęboko pod ziemią i to właśnie tam zaprosił ją na podwieczorek.
Gdy opuszczała już podziemne królestwo kreta, jej uszu dobiegł cichy płacz. To zraniona jaskółka utknęła w jednym z tuneli i nie mogła wydostać się na powierzchnię.
Dziewczynka bardzo przejęła się ptakiem i od tej pory przynosiła mu jedzenie oraz opiekowała się nim tak długo, aż odzyskał siły.
Gdy nadeszło lato, jaskółka wreszcie była gotowa do lotu.
– Chodź ze mną – zaproponowała. – Zabiorę cię do najpiękniejszego miejsca, jakie znam.
Calineczka nie wahała się ani chwili. Usiadła na grzbiecie ptaka i razem wzbiły się wysoko w niebo. Leciały długo, aż dotarły do pięknego ogrodu pełnego kwiatów. Ku zdziwieniu dziewczynki z ich płatków wyłonili się ludzie tak maleńcy jak ona sama. Okazało się, że to było ich królestwo.
– Zostań tu z nami – przywitali ją z radością. – Twoje miejsce jest wśród nas.
A gdzieś daleko, w małym domku otoczonym ogrodem, kobieta wciąż pielęgnowała swoje rośliny. Gdy pewnego dnia zobaczyła, jak bladoróżowy kwiat rozkwita piękniej niż wszystkie inne, uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała, że to zasługa Calineczki.
Co roku wyczekiwała wiosny, bo wtedy nad ogrodem rozlegał się znajomy trzepot skrzydeł. Choć Calineczka odnalazła swój własny świat, chętnie wracała na skrzydłach jaskółki, by przytulić swoją mamę i znów zachwycić się budzącą się po zimie przyrodą.
Tekst: Agnieszka Kijowska
Ilustracja: Małgorzata Bocian